CZ. 2 – SPRAWCY ROZBOJU (MNIÓW, SARUGA, KRADZIEŻ NOŚNIKÓW DANYCH)

Jeden rozbój i aż trzy powiązania z dwoma członkami jednej Sejmowej Komisji Śledczej hipotetycznie posiadającymi motyw to stanowczo zbyt dużo, by można było wiarygodnie uznać rażące, w dodatku wielokrotne, zaniedbania w śledztwie za zbiegi okoliczności. Warto spojrzeć na osoby kreowane przez kielecką prokuraturę na bohaterów, a które bezskutecznie usiłowały skraść redakcyjne nośniki danych zawierających (w mniemaniu sprawców) archiwa śledztw dot. m.in. sprawy Amber Gold, Sejmowej Komisji Śledczej i uwikłania posłów prawicy w oszustwa gospodarcze.

WYBÓR Z MATERIAŁU DOWODOWEGO – fragment pisma procesowego:

Analiza treści zeznań Pawła SARUGI z dnia 15 listopada 2017 r., złożonych w postępowaniu o sygnaturze PR 3 Ds. 354.2017. Wyraźnie Paweł SARUGA przyznaje iż doszło do kierowania gróźb karalnych cyt: „powiedziałem do Turalińskiego, że go rozpierdolę”, zaboru mienia, oraz naruszenia nietykalności cielesnej i obrażeń.

Lecz już analiza treści zeznań Pawła SARUGI z dnia 15 grudnia 2017r., wykazuje, iż zeznania te wyraźnie ewoluują w stronę cyt: „nikt go kompletnie nie dotknął palcem”

Potwierdzenie powyższych słów o zaborze mienia znajdujemy również w zeznaniach Janusza SARUGI (ojca Pawła SARUGI) z dnia 16 grudnia 2017 r. (konstatacja – skoro odłożyła musiała wcześniej wejść w jego posiadanie poprzez zabór).

Wcześniej Janusz SARUGA potwierdza fakt zaboru mienia oraz obrażeń Kazimierza TURALIŃSKIEGO w protokole przesłuchania z dnia 28 listopada 2017 r.

Notatka służbowa sierż. Mariusza PIETRONIA (w aktach), zawiera stwierdzenie, iż sam Ervis KRASNIGI potwierdził fakt naruszenia nietykalności i spowodowania obrażeń, acz umniejszając swoją winę.

Podobne stwierdzenie zawarte było w treści zeznań sierż. Mariusza PIETRONIA

Ciąg dalszy treści zeznań sierż., Mariusza PIETRONIA stoi w wyraźnej sprzeczności z zeznaniami zarówno Kazimierza TURALIŃSKIEGO, jak również Pawła SARUGI, oraz Janusza SARUGI co do zaboru mienia, oraz obrażeń. Wynika z tego, że sierż. Mariusz PIETROŃ nie przypomina sobie co prawda obrażeń, ale jednak co dziwne wysłuchał Ervisa KRASNIGI na okoliczność powstania tych obrażeń, których istnienia sobie nie przypomina. Stoi to w rażącej sprzeczności z zasadami logicznego rozumowania i doświadczenia życiowego.

Analiza treści protokołu przesłuchania drugiego członka zespołu st. post. Grzegorza MARCULEWICZA z dnia 29 grudnia 2017r. – wskazują, iż drugi członek załogi widział … „niewielkiego guza”. Wyraźnie tutaj funkcjonariusz przyznaje, iż Katarzyna KRASNIGI wskazuje męża Ervisa KRASNIGI jako sprawcę czynu naruszenia nietykalności i spowodowania obrażeń.

„Niewielki guz”, jaki rzekomo widzieli świadkowie, oraz do spowodowania czego wielokrotnie wskazano Ervisa KRASNIGI został zakwalifikowany podczas badania lekarskiego jako „wielokrotne uderzenie w zakresie twarzoczaszki”, tj. obrażenia, których absolutnie nie można doznać w mechanizmie upadku na łóżko, nawet z założeniem uderzenia się o twarde przedmioty, gdyż już samo użyte słowo „wielokrotne” wyklucza taką możliwość.
W przypadku próby zaprzeczenia powyższego faktu należało by przyjąć, iż Kazimierz TURALIŃSKI upadał na łóżko „wielokrotnie”, za każdym razem tj. „wielokrotnie” uderzając głową w twarde podłoże, gdyż tylko tak można wytłumaczyć wskazane w Karcie informacyjnej „wielokrotne uderzenie w zakresie twarzoczaszki”.

Opisywane obrażenia zostały całkowicie potwierdzone przez biegłego lek. Józefa MĘŻYKOWSKIEGO, biegłego z zakresu chirurgii ogólnej, powołanego na wniosek Policji wraz z opinią, iż wyczerpuje to znamiona art. 157 § 2 KK.

Wiadomości przesyłane dzień po napaści do Kazimierza TURALIŃSKIEGO przez ALEKSANDRĘ X, kontakt z jej inicjatywy:

Przykład przesyłanej do Kazimierza TURALIŃSKIEGO groźby w obronie Pawła SARUGI:

Powyżej przytoczone zeznania sprawców, przesyłane pisemne wiadomości, dokumentację medyczną i opinię biegłego oraz inne nieujawnione tutaj a równie jednoznaczne dowody prokurator zrozumiał w następujący sposób:

Powyższe stanowisko w pełni popiera zaprzyjaźniony z rodziną Wassermann prokurator Mariusz Giemza i uważa, że rodzina Sarugów to godni zaufania i uczciwi katolicy.

Pomimo tak wyraźnych dowodów, jak zeznania świadków, przyznanie się samych sprawców do popełnienia czynu, potwierdzenie popełnienia tych czynów przez innych świadków antagonistycznych Kazimierzowi TURALIŃSKIEMU, oraz potwierdzonych opinią biegłego Prokurator stwierdził brak danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia przestępstwa rozboju i gróźb karalnych.

Jak wynika z zeznań samych sprawców oraz świadków, wypełnienie znamion art. 157 § 2
KK wiązało się z kradzieżą laptopa i tabletu Kazimierza TURALIŃSKIEGO, zaś kradzież z użyciem przemocy wobec osoby, z groźbą jej natychmiastowego użycia lub doprowadzeniem człowieka do stanu bezbronności wypełnia znamiona art. 280 § 1 KK, tj. rozboju. Jednocześnie, jak przyznał Paweł SARUGA, kierował do Kazimierza TURALIŃSKIEGO groźby m.in. „że go rozpierdoli” co należy traktować jako bezpośrednie groźby spowodowania obrażeń ciała lub śmierci, których spełnienia Kazimierz TURALIŃSKI się obawiał, a zważywszy na okoliczności ich wypowiedzenia, czyli towarzyszące pobiciu, to również obawa ich spełnienia pozostawała w pełni racjonalna. Nie znamy stanowiska pozostałych wskazanych sprawców tych przestępstw, ponieważ Prokurator z nieznanych powodów zrezygnował z ich przesłuchania. Prokurator zaniechał również przesłuchania świadków obecnych na miejscu tego przestępstwa, tj. lokatorów budynku przy ul. X w Warszawie, pracowników Pogotowia Ratunkowego, Krzysztofa A., który odnalazł Aleksandrę X w Warszawie, poprzestając na przesłuchaniu samych sprawców rozboju i niezwiązanych ze sprawą rodziców Pawła SARUGI i Aleksandry X, którzy nie będąc na miejscu zdarzenia mogli mieć jedynie informacje zasłyszane ze źródeł trzecich, tj. od sprawców przestępstwa. Również z uwagi na to, że podejrzanymi są ich dzieci to trudno oczekiwać, by zeznania te szły w innym kierunku od potwierdzania ich uczciwości.

Prokurator Mariusz GIEMZA niezwłocznie wszczął postępowanie przeciwko Kazimierzowi TURALIŃSKIEMU, a współpracujący z nim prokurator Sebastian MRÓZ niezwłocznie umorzył śledztwo dotyczące rozboju i kierowania gróźb karalnych stwierdzając w uzasadnieniu, że brak jakichkolwiek dowodów popełnienia na szkodę Kazimierza TURALIŃSKIEGO przestępstwa, brak dowodów zaistnienia obrażeń ciała i kradzieży.

OPIS STANU FAKTYCZNEGO

4 listopada 2017 r. Aleksandra X prosiła mnie abym dotrzymywał jej towarzystwa w nowym miejscu zamieszkania na warszawskiej Białołęce. Jak twierdziła miała paniczne lęki, bała się o swoje bezpieczeństwo i bezpieczeństwo swojej 8-letniej siostry Hani (znęcanie się nad dzieckiem potwierdzone zaprotokołowanymi zeznaniami obcych świadków). Dopiero uciekła od rodziny, która miała ją katować i zmuszać do niechcianego małżeństwa, rozpoczęła psychoterapię dla ofiar przemocy w rodzinie, ciągle zanosiła się płaczem. Próbowała wprosić się do mnie, lecz odmówiłem jej zaproszenia, w związku z czym nalegała abym dotrzymał jej w tym ciężkim czasie towarzystwa w jej lokum. Przy mnie miała rzekomo panować nad lękami i myślami samobójczymi.

Gdy byłem u niej ktoś zapukał do drzwi, Aleksandra X otworzyła je, po krótkiej nerwowej rozmowie wpuściła do środka kilka osób, w tym m.in. mieszkańców podkieleckiej wsi Borki: jej męża Pawła Sarugę i Janusza Sarugę oraz Albańczyka Ervisa Krasniki. Na zewnątrz było słychać głosy jeszcze paru osób. Znaczna przewaga liczebna napastników wykluczała skuteczną obronę. Napastnicy podzielili się na „zespoły”. Trzy osoby mnie zaatakowały, a czwarta ukradła mój laptop i tablet oraz przeszukiwała moje rzeczy w poszukiwaniu telefonu. Reszta czekała w odwodzie na zewnątrz. Gdy nie udało się odnaleźć telefonu usiłowano na mnie wymusić informację o jego lokalizacji i hasła dostępowe do danych. Po wszystkim Aleksandra X (której lęki nagle minęły) razem z napastnikami odjechała do Borek.

Co niespotykane, sprawcy, pomimo dokonania poważnego przestępstwa rozboju, z których połowa nie posiadała miejsca zamieszkania w Polsce, zostali nie tylko niezwłocznie zwolnieni przez wezwanych przeze mnie na miejsce funkcjonariuszy policji, ale nawet nie zostali przesłuchani na protokół. Z uwagi na fakt, że świadkami zdarzenia (w tym zainicjowanej przeze mnie interwencji policji) byli liczni mieszkańcy budynku, w którym doszło do napadu, policjanci zostali zmuszeni do nakazania sprawcom zwrotu mojego laptopa i tabletu (zza okładki etui sprawcy napadu zdążyli jednak wcześniej ukraść pieniądze). W późniejszym czasie, wskutek złożonego przeze mnie oddzielnego doniesienia w sprawie rozboju, mieszkający w Polsce sprawcy zostali dwukrotnie przesłuchani (Albańczyk z żoną niezwłocznie wyjechał z kraju), w czasie czego świadomi istnienia świadków przestępstwa potwierdzili najważniejsze punkty mojego doniesienia.

Gdy w sprawę osobiście zaangażował się prokurator Mariusz Giemza (rodzina Giemzów od 20 lat ściśle współpracuje z rodziną Wassermann), sprawa została umorzona z powodu rzekomego braku jakichkolwiek dowodów zaistnienia przestępstwa na moją szkodę, sprawcy zaczęli zaprzeczać swoim wcześniejszym zeznaniom (jak rozpowiadali „we wsi” – mieli zostać poinstruowani, co mają mówić „żeby było dobrze”), a Mariusz Giemza w ich obronie zarzuty postawił mojej osobie. Policjanci, którzy uczestniczyli w interwencji na Białołęce zaprzeczyli później okolicznościom interwencji, jak twierdzili nie było żadnych obrażeń ciała i nie słyszeli nic o tym, że zostałem okradziony. Policjanci nie potrafili wyjaśnić, jak to możliwe, że nie dostrzegli żadnych obrażeń mojego ciała, ale w ich notesach znalazły się notatki z rozpytania m.in. Albańczyka Ervisa Krasniki, na okoliczność ich powstania… Zaprzeczyli też zgodnym zeznaniom moim i sprawców przestępstwa, twierdząc, że nigdy nie nakazywali zwrotu skradzionego mi laptopa i tabletu. Do dzisiaj nie przesłuchano mieszkańców budynku będących świadkami napaści i interwencji, a walkę o mój ówczesny laptop, tablet i nośniki danych przejął Mariusz Giemza, usiłując przejąć je rękami policji ode mnie a później od mojego wydawcy. Rzekomo materiały m.in. z moich śledztw dziennikarskich dotyczących Amber Gold, udziału polityków prawicy w przestępstwach w budownictwie, wątków zabójstwa dziennikarza śledczego Jana Kuciaka czy fałszowania dowodów w śledztwach były mu niezbędne.

O CO CHODZIŁO I NA CZYM POLEGAŁO PRZESTĘPSTWO?

Wbrew pozorom sprawa jest bardzo prosta, a przyjęta metodyka działania sprawców pozostaje charakterystyczna dla m.in. środowisk kibicowskich (vide chorzowska sprawa „Psycho Fans”): Aleksandra X dążyła do zacieśnienia ze mną znajomości, liczyła na to, że pozwolę się jej do mnie wprowadzić, o co prosiła nie tylko podczas rozmów, ale również w przesyłanej do mniej obfitej korespondencji. Jest piękną dziewczyną, więc przywykła do tego, że mężczyźni niemal nigdy nie odmawiają jej prośbom i liczyła na pełną kontrolę naszej znajomości. Gdy okazało się, że to właśnie wyjątek od tej reguły, wymogła na mnie abym najpierw jej pomógł w wyjeździe do Warszawy a potem dotrzymał jej towarzystwa po rzekomej ucieczce z domu. Powodem ucieczki od bliskich miała być permanentna przemoc z ich strony i zmuszanie do niechcianego pożycia seksualnego.

Gdy wiedziała już że będę u niej o określonych godzinach, poinformowała o tym swoich wspólników. W trakcie napaści miałem utracić moje nośniki danych i telefon (osoby które mnie znały wiedziały, że rzadko wtedy rozstawałem się z moim laptopem i innym sprzętem, błędnie zakładano że mam tam całą dokumentację prowadzonych spraw), utraciłbym też wtedy większość dowodów na to, że to Aleksandra X nalegała na spotkania, w tym chociażby wiadomości SMS, co ułatwiłoby późniejsze fałszywe pomówienie mojej osoby o przestępstwa na jej szkodę. Usiłowano na mnie również wymusić hasła dostępowe, co się nie powiodło. Z uwagi na przewagę liczebną napastników zachowałem bierną postawę i oczekiwałem na policję, którą udało mi się wcześniej wezwać.

Napad był zbyt głośny, na korytarz budynku wyszli jego mieszkańcy, sprawy nie udało się więc zachować w tajemnicy. Jaki kierunek obrony przyjęto po niespełna dwóch tygodniach? Nie zaprzeczano przebiegowi bezspornie dokonanego napadu, usiłowano jednak przerobić go na… aferę obyczajową i „małżeńską”. Nic to, że zarzutom wobec mojej osoby przeczył cały materiał dowodowy w sprawie, z którego jednoznacznie wynikało, że to Aleksandra X mi się narzucała i ilekroć próbowałem zerwać znajomość wręcz szantażowała mnie swoim samobójstwem. Jak ustaliłem później, przekazując zabezpieczone dowody prokuratorowi Mariuszowi Giemzie, miała ponadto w zwyczaju chętnie rozsyłać swoje nagie zdjęcia i utrzymywać jednocześnie wiele znajomości ze starszymi mężczyznami, z czego czerpała wymierne korzyści, co już bezpośrednio przeczy stanowisku sprawców rozboju i kreowanemu wizerunkowi grzecznej dziewczyny – rzekomo wykorzystywanej ofiary.

Następnego dnia po napaści Aleksandra X skontaktowała się ze mną i w przesyłanej korespondencji przepraszała mnie za to co się stało, próbowała załagodzić sytuację. Kontakt urwała, gdy napisałem, że w tej chwili interesuje mnie jedynie sprawa karna i że złożyłem już doniesienie, co faktycznie miało miejsce. Zaraz po tym zaczęła do mnie pisać jej matka Ksenia, której wcześniej nie znałem. Groziła mi, że zniszczy mi reputację, że pójdzie do mediów i że pomówi mnie o przestępstwa na policji. Otrzymałem mailem groźby ponownej napaści połączone z żądaniem wycofania doniesienia przeciwko Pawłowi Sarudze, rozesłano też szkalującą mnie wiadomość, że przyjaźnię się z (według autora tego anonimu) cyt.: „prostytutką ze wsi”, a obok tej treści było zamieszczone zdjęcie moje z Aleksandrą X. Nie uległem szantażom, materiały przekazywałem policji, która nie podjęła w związku z nimi dosłownie ani jednej czynności. W ciągu kilku następnych dni sprawcy najwyraźniej uzgodnili między sobą wspólną wersję wydarzeń poszukując okoliczności łagodzących w tym czego wyprzeć się już wiarygodnie nie mogli. Podjęto decyzję o zrobieniu ze mnie osoby prześladującej rzekomo cnotliwą dziewczynę. Składając zeznania przyznawali, że fakt napaści i kradzieży ogólnie miał miejsce, ale motywem tego miało być rzekome wykorzystanie przeze mnie ich ukochanej Aleksandry X (szczegóły wraz z materiałem dowodowym przeczącym tym twierdzeniom i wyjaśniającym wątki poboczne, w tym okoliczności skandalu na weselu państwa Sarugów, zostaną opublikowane w kolejnych wpisach). Natomiast zgodnie opisywany przez nich mechanizm powstania obrażeń ciała (rzekomy upadek na łóżko) został jednoznacznie wykluczony przez lekarzy ze szpitala i biegłego chirurga sądowego, którzy potwierdzili wskazany przeze mnie przebieg wydarzeń (wielokrotne zadawanie uderzeń w głowę). Z uwagi na w tym przypadku bezsporną wiedzę medyczną oznacza to, że zeznania Pawła Sarugi, Janusza Sarugi, Aleksandry X oraz policjantów były fałszywe, a w dodatku z uwagi na ich zbieżność musiały być przez nich uzgadniane (za wyjątkiem policjantów, którzy przeczyli wszystkiemu, nawet okolicznościom bezspornym), co wypełnia znamiona dwóch kolejnych przestępstw – fałszywych zeznań (Art. 233. § 1. k.k. zagrożony karą do 8 lat więzienia, sprawcy byli przesłuchani w charakterze świadków, a w obecnym stanie prawnym mogli tylko odmówić odpowiedzi na pytanie narażające ich na odpowiedzialność karną albo zeznać prawdę, czego nie uczynili) i poplecznictwa (Art. 239. § 1 kk. zagrożony karą do 5 lat więzienia, celowe utrudnianie postępowania karnego poprzez m.in. zacieranie śladów przestępstwa).

Na marginesie – nawet gdyby ktoś prześladował dziewczynę, to w żadnym stopniu nie legalizuje to rozboju i nadal nie może stanowić podstawy do umorzenia śledztwa w sprawie tak poważnego przestępstwa. Rozbój uznawany jest za jedno z najcięższych gatunkowo przestępstw kryminalnych, ponieważ jedynie jednostki aspołeczne, zdegenerowane, są zdolne do stosowania przemocy w celu kradzieży cudzego mienia. Podejrzewam, że dla osoby czytającej te słowa jest nieprawdopodobnym, by teraz wyjść z domu, podejść do kogoś na ulicy i zacząć go katować w celu kradzieży np. telefonu. A sprawcy tego przestępstwa nie mieli z tym problemu. Janusz Saruga w protokołach wręcz się oburza, jak ktoś śmie mu robić jakieś zarzuty? Przecież Turaliński „miał tylko rozbitą głowę”, a „Kaśka” wzięła ten laptop i tablet, ale w końcu jak złapała ją policja, to przecież te sprzęty oddała… Tak rozumować może tylko patologia, przywykła do języka przemocy i bezprawia, nieszanująca norm społecznych.

Jak ujawniła weryfikacja, rzekomo „niewinna” Aleksandra X od dawna wykorzystuje swój młodzieńczy, niemal dziewiczy wygląd (miała wtedy 25 lat, lecz w odpowiedniej fryzurze i młodzieżowym ubraniu wyglądała na 16 lat) do nawiązywania bliskich znajomości z dużo starszymi żonatymi mężczyznami, po czym prosi ich o drobne kwoty pieniężne (w aktach sprawy m.in. potwierdzenia przelewów bankowych, pikantna korespondencja, przechowywane przez Aleksandrę X nagrania z jej masturbującym się dużo starszym „przyjacielem”, zdjęcia obnażonego członka nieustalonego „przyjaciela” itp.). Nie ma oporów przesyłać ostrych wiadomości w których domaga się seksu, z załączanymi pornograficznymi zdjęciami (w aktach sprawy wydruki takich wiadomości, część z nich zostanie opublikowana w następnych wpisach). Tylko w przededniu swojego ślubu, do którego doszło w październiku 2017 r., utrzymywała co najmniej 4 relacje, są jednak przesłanki, że było ich dużo więcej.

Z uwagi na fakt, że do zacieśnienia znajomości dobierała mężczyzn żonatych, to bez względu na to co się w toku takiej znajomości wydarzyło, nigdy nie zgłaszali oni tego faktu policji. Ja jednak nie miałem sobie nic do zarzucenia i niezwłocznie po opuszczeniu SOR-u udałem się na komisariat. Kwestia relacji z mężczyznami normalnie dotyczyłaby wyłącznie życia prywatnego Aleksandry X, ale w tym przypadku jest to kwestia bardzo istotna z perspektywy obrony społecznie uzasadnionego interesu, który niewątpliwie jest naruszany opisanym działaniem przestępczym i bezpodstawnym pomawianiem o niezaistniałe przestępstwa, a także wyłudzaniem pieniędzy.

Zważywszy, że Paweł Saruga w żaden sposób nie zareagował na rzekome „ujawnienie” w toku śledztwa wybujałego życia erotycznego Aleksandry X i cały czas pozostają oni nadzwyczaj zgodnym małżeństwem, a także nie widział niczego nadzwyczajnego w tym, że jego wówczas narzeczona od dłuższego czasu nie pracuje, za to wyjeżdża do innych miast na spotkania ze starszymi mężczyznami, czasem dwudniowe, z których wraca z torbami pełnymi nowych ubrań i gotówką, to logika założyć każe, że na taki jej styl życia nie tylko się godził, ale i go popierał. „Zawodowe” podejście potwierdza też rutynowe działanie napastników w trakcie rozboju, którzy zachowali profesjonalną płynność podczas tej akcji przestępczej (podział na trzy grupy odpowiadające za realizację różnych zadań, wcześniej – jak sami zeznali – metodyczna obserwacja i rozpoznanie terenu, selekcja kradzionych przedmiotów, przywiezienie ze sobą w nietrudnym do określenia celu sznurów itp.). Również korzystanie z usług Albańczyków przeczy spontanicznemu działaniu, a ich obecność kojarzy się raczej z określonymi środowiskami przestępczymi. Uczciwy obywatel zamiast Albańczyków wzywa policję, ja tak zrobiłem. Nie można też inaczej niż z góry zaplanowanym działaniem nazwać sprowadzenie mnie na miejsce napaści, co było kulminacją jej wielomiesięcznych zabiegów o stworzenie dogodnych do tego okoliczności, a następne konsekwentne składanie fałszywych zeznań.

W obecności świadków napaści (mieszkańców budynku mieszkalnego) i funkcjonariuszy policji nie zarzucono mi żadnego przestępstwa, nie tłumaczono w żaden sposób okoliczności kradzieży. Powód tego był prosty – sprawcy przyjechali ukraść nośniki danych, nie spodziewali się porażki i w sytuacji ujawnienia przestępstwa w obecności licznych osób trzecich nie wiedzieli, co mają zrobić. Albańczyk Ervis Krasniki kpił, że on zaraz wyjedzie z Europy i nikt mu nic nie zrobi. Paweł Saruga klęczał na środku pokoju z krzyżykiem w ręku i płacząc przysięgał na Jezusa, że jest uczciwym katolikiem i chce już tylko wrócić do domu do Borek. To było wręcz żałosne, chwilę wcześniej był bardzo pewny siebie i agresywny, ale gdy stracił przewagę liczebną zamienił się w płaczliwego dzieciaka. Nikt mnie wtedy o nic nie oskarżał, w tych okolicznościach było jasne co się stało oraz kto jest ofiarą a kto bandytą. Sytuacja się zmieniła, gdy karetka pogotowia odwoziła mnie do szpitala. Wtedy wszystkim sprawcom pozwolono odejść nawet bez przesłuchania. Dlaczego? O to należy zapytać policjantów, którzy plątali się później w swoich zeznaniach, twierdząc że np. nie dostrzegli u mnie żadnych obrażeń ciała, ale jednocześnie opisali rzekome okoliczności ich powstania, czy zaprzeczyli zgodnym zeznaniom moim i sprawców napaści, którzy potwierdzili, że na polecenie właśnie policjantów oddali mi skradziony laptop i tablet.

Pomyślmy… jakimi argumentami bandyci, którzy pozostali z policjantami sam na sam, mogli policjantów przekonać do takiego ulgowego potraktowania… 😉 no ja nie mam kompletnie żadnego pomysłu… 😉 a Wy drodzy Czytelnicy?

Zarzuty przeciwko mnie podniesiono dopiero gdy Aleksandra X i jej matka uzyskały ode mnie potwierdzenie, że zaraz po wyjściu ze szpitala zgłosiłem rozbój i nie zamierzam wycofywać tego zgłoszenia. Same zeznania przeciwko mnie złożono po niemal dwutygodniowych przemyśleniach, co czyni je skrajnie niewiarygodnymi. Regułą jest, że złapanych na gorącym uczynku współsprawców przestępstwa należy rozdzielić i niezwłocznie przesłuchać osobno, by nie mogli uzgodnić wspólnej wersji wydarzeń. W tym przypadku z niewiadomych przyczyn policjanci zadecydowali o ich zwolnieniu bez przesłuchania, później policjanci w składanych zeznaniach potwierdzili nieprawdę, że nie zostali poinformowani o rozboju, czemu przeczą nawet zgodne i powtarzane w kolejnych przesłuchaniach zeznania sprawców. Wiedząc, że nie mogą wyprzeć się najważniejszych okoliczności sprawcy próbują za to obniżyć wiarygodność mojej osoby, wyraźnie próbują mnie też w zeznaniach poniżyć, ośmieszyć, przypisując mi praktyki Pawła Sarugi i Aleksandry X (w tym seksualne). Protokoły wypełnione są treściami nie na temat, ale mającymi postawić mnie w złym świetle.

Jest to logiczne, że jeśli popełni się przestępstwo zagrożone karą do 12 lat więzienia, to za wszelką cenę sprawcy chcą się wybielić i przerzucić winę na ofiarę (w przypadku gwałtu mówi się, że spódniczka była za krótka a dziewczyna prowokowała, w przypadku kradzieży – że ofiara prowokowała głodnych ludzi obnoszeniem się z bogactwem itp.). Dlatego zeznania, jako dowody niepewne i kształtowane sferą motywacyjną oraz ograniczonymi zdolnościami poznawczymi zeznającego, ocenia się przez pryzmat innych zabezpieczonych w sprawie dowodów, które mają ujawnić, kto kłamie, a czyje słowa są z tymi pozostałymi dowodami zgodne. Jest to podstawowa wiedza płynąca z doświadczenia dochodzeniowo-śledczego, jednak kompletnie obca prokuratorom Mariuszowi Giemzie i Sebastianowi Mrozowi, którzy oceniając materiał dowodowy naruszyli wszelkie wytyczne dyrektywy art. 7 k.p.k., odrzucając zupełnie dowody obiektywne (m.in. opinie biegłych, dokumentację, wydruki korespondencji, zeznania obcych świadków) oraz dając wiarę nielogicznym zeznaniom sprawców rozboju i… ich rodziców. No tak, po każdym rozboju trzeba matki bandytów zapytać, czy ich dzieci są uczciwe, to przecież merytoryczna podstawa każdego wyroku uniewinniającego! 😉

Do pewnego momentu uznawałem, że sprawa ma prosty kryminalny motyw. Dziewczyna szuka zamożnych mężczyzn udając niewinną „sierotkę Marysię”, być może zbiera kompromitujące ich pornograficzne materiały, małżonek wraz z kolegami dokonuje napadu, ofiara obawia się, że żona się dowie, więc nie zgłasza sprawy policji i temat zamknięty. Polecam okolice 5 minuty filmu pt. Focus z Margot Robbie, gdzie według tego schematu główna bohaterka usiłuje okraść uwiedzionego w barze Willa Smitha. Aleksandra X jest zakochana w tej aktorce (dosłownie – o tym więcej w następnych wpisach), pozostaje fanką jej filmów, więc wiele wskazywało na to, że po prostu skopiowała ten patent na bezkarne przestępstwo. Potem jednak okazało się, że sprawa nie jest taka prosta.

Aleksandra X należy do rodziny kooperanta jednego z posłów Sejmowej Komisji Śledczej ds. Amber Gold, usiłowano skraść jedynie moje nośniki danych a zignorowano np. portfel i drogi zegarek (choć skradziono kilka banknotów zza etui tabletu, co było już tylko późniejszym wykorzystaniem okazji po zaborze konkretnego poszukiwanego mienia), zaś ślepym zaufaniem sprawców tego jednoznacznego przestępstwa objął Mariusz Giemza – należący do rodziny prawników od 20 lat stale współpracujących z rodziną Wassermann. Małgorzata Wassermann pozostaje przewodniczącą Sejmowej Komisji Śledczej ds. Amber Gold. Tej samej, której byłem doradcą. Złożony przeze mnie raport bardzo nie przypadł przewodniczącej do gustu, gdyż kłócił się z jej przyjętą a priori tezą o winie kryminalnej Donalda Tuska. Jeden rozbój i trzy powiązania z dwoma członkami jednej komisji śledczej hipotetycznie posiadającymi motyw to stanowczo zbyt dużo, by można było wiarygodnie tak rażące, w dodatku wielokrotne, zaniedbania w śledztwie tłumaczyć zbiegami okoliczności. Ale o tym w następnych częściach.

Na koniec dodam, że na każdym etapie przez ostatnie 1,5 roku dawałem szansę wyjaśnienia sprawy w sposób ustawowy. O konflikcie interesów w śledztwie informowałem pisemnie prokuratora Mariusza Giemzę, innych właściwych prokuratorów, prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobrę oraz posłankę Małgorzatę Wassermann. Każda z tych osób miała możliwość legalnego działania i zażądania z uwagi na wyraźnie widoczny konflikt interesów przekazania sprawy do prowadzenia obiektywnej prokuraturze, a najlepiej po prostu właściwej miejscowo prokuraturze w Warszawie. Oczywiście nikt nie zareagował, legitymizując tym samym śledztwa prowadzone niemerytorycznie i z naruszeniem przepisów Kodeksu postępowania karnego.

Informacja do sprawców omawianych przestępstw:

  1. Właściwość miejscowa wszelkich spraw związanych z publikacjami internetowymi to Warszawa-Śródmieście, nie można więc liczyć, że sprawę będzie znów prowadził Mariusz Giemza. A jeśli będzie, to po zmianie władzy sprawa zostanie bardzo skrupulatnie wyjaśniona, tak jak obecne śledztwo.
  2. Liczę na nadanie sprawie tej publikacji biegu prawnego, gdyż wtedy będę mógł w końcu wezwać na świadków wszystkie osoby, których kielecka prokuratura nie chce przesłuchać i przeprowadzić inne dowody, co pozwoli mi udowodnić zaistniałe na moją szkodę przestępstwa. Prócz świadków rozboju będą to mieszkańcy wsi Borki i Tumlin, goście weselni, „przyjaciele” Aleksandry X i inne osoby dysponujące wiedzą o działalności tej grupy. Macie odwagę pomawiać mnie w ciszy gabinetu prokuratora, w takich warunkach kłamstwo kwitnie. Kłamstwa nie lubią jawności i rozgłosu, bo w nich, w konfrontacji z prawdą i dowodami, nie mogą przetrwać. Dlatego bez względu na cenę nagłośnię każdy szczegół tej historii, prędzej czy później każdy będzie ją znał i będzie w stanie sam ocenić to co zrobiliście i wszystkie fałszywe oskarżenia również. Mi zależy na prawdzie, nic innego mnie nie interesuje. Wszystko mogę wyłożyć na stół. Wy się tej prawdy boicie, bo wiecie jaka ona jest.
  3. Z uwagi na postawione mi zarzuty, od 1,5 roku nie mogę normalnie pracować zawodowo, w związku z czym moje dochody spadły do zera, a to oznacza, że do czasu wyjaśnienia tej sprawy i oczyszczenia mnie z zarzutów można ode mnie dochodzić nawet miliardowych odszkodowań i jeśli jakiś kielecki sąd je zasądzi, to nikt i tak nie dostanie ani grosza. Słowem – dzięki Wam mogę wszystko, bo nie mam już nic do stracenia, żadne pozwy mi niestraszne. A po zakończeniu tej sprawy, w tej czy następnej albo w jeszcze kolejnej kadencji Sejmu, rodzina Sarugów musi się liczyć z wypłatą odszkodowań związanych z dobrze w moim przypadku udokumentowanymi stratami, które z każdym dniem rosną, a te dotychczasowe już wielokrotnie przekraczają wartość ojcowizny z Borek. Odpowiedzialność ta przedawnia się dopiero po 20 latach i nie podlega umorzeniu w toku upadłości, a roszczenia skierować można do wszystkich współsprawców, a więc również odpowiadającego za pomocnictwo Krzysztofa A., czy kierującej wobec mnie groźby Kseni B. Z tego powodu życzę im dobrze płatnych prac i szczęścia w lotto.
  4. Nigdy nie było moją intencją ujawnianie szczegółów tej sytuacji, lecz jak długo jestem pomawiany przez sprawców rozboju o urojone przestępstwa, tak długo muszę bronić i będę bronił swojego dobrego imienia.
  5. Jeśli z jakiegoś powodu ja nie dam rady opublikować kolejnych wpisów, to opublikują je tutaj i w innych miejscach zaufane osoby mieszkające poza Europą. Tak, tam również kielecka prokuratura nie sięga.
  6. Art. 241. § 1 k.k. nie znajduje zastosowania w niniejszych publikacjach, co wprost wynika z orzecznictwa.

W następnych odcinkach:

POSEŁ Sejmowej Komisji Śledczej nr 1 – nieprawidłowości w działaniach komisji śledczej, wyciek informacji, naruszenie bezpieczeństwa danych osobowych (włącznie z adresowymi) ponad 20 tys. świadków, pokrzywdzonych i funkcjonariuszy, kompromitujące nagrania.

KRZYSZTOF A. – kim jest i co robi szwagier Aleksandry X, dowożący ją na spotkania do innych miast i obserwujący miejsce przyszłej napaści. Jego zażyłość z Albańczykami – sympatykami organizacji skrajnie nacjonalistycznych UÇK (odpowiadającej za handel narkotykami, masakry ludności cywilnej i pacyfikowanie obozów jenieckich) oraz partii Sojusz Czerwono-Czarny.

ALEKSANDRA X – szczegóły jej kreowanego wizerunku niewinnej katoliczki i konfrontacja z rzeczywistą jej aktywnością, posługiwanie się fałszywymi tożsamościami. Dowody: nagrania, zdjęcia i jej korespondencja z mężczyznami na tematy perwersyjne, prośby o pomoc finansową, informacje o przemocy wobec jej 8-letniej siostry, szantażowanie samobójstwem w razie odmowy spełniania jej żądań, oczekiwanie „przygarnięcia”, opisy pożycia – w tym wstrętu fizycznego i ograniczeń intelektualnych partnera oraz marzenia o wibratorze za które miała być przez niego bita, permanentne zdrady, fałszywe oskarżenia, próby nawiązania znajomości z m.in. Witoldem Gadowskim i Cezarym Krysztopą etc. Konfrontacja konkretnych dowodów z treścią oskarżających mnie gołosłownych zeznań, wbrew dowodom uznanych w Kielcach za w pełni wiarygodne.

KSENIA B. – szczegóły sposobów znęcania się nad dziećmi i kierowanych do mnie gróźb + szczegółowy materiał dowodowy zignorowany przez prokuraturę w Kielcach.

POSEŁ Sejmowej Komisji Śledczej nr 2 – m.in. wspólne projekty z osobami ze świata przestępczego (dowody z dokumentów, korespondencji, inne).

ŁĄCZNIK między posłami a sprawcami rozboju – powoływanie się na wpływy, planowanie działań przestępczych, w tym poprzez nadużywanie władzy i wykorzystywanie do tego celu struktur państwa, plany łamania praw obywatelskich rzekomo w uzgodnieniu z jednym z ministrów resortów siłowych (dowody z dokumentów, korespondencji, nagrań, zdjęć itp.).

PROKURATOR Sebastian Mróz – szczegółowa analiza materiału dowodowego w konfrontacji z jego sposobem rozumowania sprzecznym z zasadami logiki, wiedzy naukowej i doświadczeniem życiowym.

DRUGI KOOPERANT posła – działalność przestępcza, oszustwa gospodarcze i czyny kryminalne.

INNE POWIĄZANE WĄTKI – m.in. oszustwa w branży budowlanej i bankowej, fałszowanie dowodów obciążających politycznych konkurentów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s